Pompei
Stara moda na wyciskanie ze sprawdzonego pomysłu wszystkich możliwych do wyciśnięcia pieniędzy trwa. Po serii „Atlantis”, grach „Faust” i „Aztec” francuskie Cryo przeniosło się na zbocza Wezuwiusza…
20 sierpnia 79 roku, mówi wam to coś? Ano właśnie. Ci, którzy mają już kilka lat na karku i z niejednego źródła miód pili, pamiętają z pewnością serial telewizyjny opowiadający o mieszkańcach tego słodkiego miasteczka i o wielkim wybuchu wulkanu, który przemienił ich w bazaltowe pomniki tylko pozornie przypominające ludzi. Popiół i kurz, a później żużel i lawa przemieniły okolice w jeden z największych starożytnych cmentarzysk.
Gra rozpoczyna się dużo… później, to jest w 1904 roku. Szkot Adrian Blake był wówczas jednym z największych szczęściarzy na ziemi. Ów powszechnie poważany sportsmen, geolog i odkrywca wiódł bowiem dostatnie i ciekawe życie u boku swej ślicznej żony Sofii (nie mam na myśli tego, że był alkoholikiem – jego żona tak się po prostu nazywała. To tak, jak z Czarem PGR w Polsce…). Pewnego dnia wyprawił się w kilkumiesięczną podróż, z której przywozi niezwykle cenny i tajemniczy manuskrypt bogini Ishtar.
Jednak jego dom nie wypełnia się tym razem szczęściem. Adrian dowiaduje się, iż Sofia zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Załamany, oddaje się studiom nad przywiezionym papirusem. Po wielu dniach, wciąż niszczony rozpaczą, niemożnością zaakceptowania okrutnej rzeczywistości, Adrian odkrywa, iż istnieje zaklęcie, które jest w stanie przywrócić mu ukochaną. Wystarczy, że ku chwale bogini Ishtar przeniesie się w trzy różne epoki i po trzykroć odszuka wcielenie swej ukochanej. Po trzykroć je też uratuje – za każdym bowiem razem Sofia żyć będzie w wielkim niebezpieczeństwie.
Adrian bez chwili namysłu wypowiada magiczne słowa i już po chwili znajduje się w miejscu, gdzie czeka na niego pierwsza zagadka. Pompeje. Tuż przed wybuchem Wezuwiusza. I tylko cztery dni na odnalezienie ukochanej, na przekonanie jej, by uciekła z miasta.
W tym momencie do głosu dochodzi gracz. Wciela się on w postać Hadriana (łacińska wersja imienia Adrian) i rusza uliczkami nieznanego miasta. Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… Błądzi po kamiennych chodnikach, wymijając nielicznych przechodniów, rozmawiając z niektórymi, podziwiając starożytny świat. Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… Odwiedza pałac konsula miasta, ostrzegając go przed zagładą. I choć ten mu nie wierzy, Hadrian ma nadzieję, iż jego słowa uratują chociażby kilka osób. Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… Obca persona nie jest w mieście mile widziana, staje się więc non grata. Bogate rody boją się nowości, a strażnicy poświęcają cudzoziemcom dużo więcej uwagi. Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… I nawet jeśli Hadrian znajdzie Sofię, to czy ona za nim pójdzie? Czy zgodzi się zaufać obcemu człowiekowi, który prawi banialuki o jakimś wybuchu, o tragedii, o skoku w przeszłość? Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… A czy szpiegujący Hadriana niewolnik Octaviusa Quartio nie załatwi go w jakiejś uliczce? Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… A co z samym Octaviusem, który obiecał rękę Sofii jednemu ze swych sług? Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka… Może… Pamiętajcie jednak, że Tik-tak, zegar tyka, tik-tak, czas umyka…
„Pompei” jest pierwszą częścią zapowiadanej przez Cryo trylogii. I jest to, jeśli nie liczyć fabuły, największa nowość programu. Jeżeli bowiem grałeś w którąkolwiek z wcześniejszych gier tej firmy, to tu poczujesz się jak w domu. Zobaczysz ten sam wiekowy engine pozwalający poruszać się po z góry ustalonych ścieżkach. Wywąchasz ten sam brak wsparcia dla jakichkolwiek akceleratorów 3D i te same, rewelacyjnie niskie wymagania sprzętowe (P166!). I znajomą pustkę na ulicach, sterylność pomieszczeń, znakomitą oprawę dźwiękową i… miejmy nadzieję, tradycyjnie dobre spolszczenie (zarówno IPS CG, jak i CD Projekt, które to firmy zajmowały się grami Cryo, wywiązywały się z tego zadania znakomicie).
Gra wyjdzie na co najmniej 2 CD i zawierać będzie dodatek w postaci encyklopedii opowiadającej o czasach, w których toczy się akcja gry. Zapowiada się więc niezły orzeszek do zgryzienia. Szkoda tylko, że tak doskonale znany…